Zadbajcie o swoją relację. Dla dobra dziecka

jak zadbać o związek

Jakoś rok temu zorientowaliśmy się z Asią, że jesteśmy strasznie zarobieni i nie mamy dla siebie czasu. Chociaż byliśmy wtedy parą prawie dziesięć lat, to okazało się, że rodzicowanie nagle zaczęło nam przysłaniać związek. Drobna rzecz, nie?

Zaczęło się mniej więcej od tego, że jakoś rok temu zauważyliśmy, że nie wyszliśmy nigdzie od narodzin naszego dziecka. Czyli żadnego kina, kawy i tak dalej. Żadnego czasu we dwoje na zasadzie „bez dziecka”. Mieszkamy daleko od rodzinnych domów, więc temat „może chcesz posiedzieć z babcią?” jest raczej trudny do ogarnięcia. Cały czas był Kociełło i Kociełło. My jakoś przy okazji. Więc zaczęliśmy zastanawiać się co się dzieje. I jak to zmienić.

 

Zmarnujcie razem czas

Nie chodzi o to, że coś zaczęło się psuć między nami i nagle pojawił się wielki plan naprawczy. Raczej zauważyliśmy, że perspektywa takiego bycia ze sobą nie jest fajna. Byliśmy blisko, ale cały czas na pierwszym miejscu był nasz syn. Co oznaczało mało czasu dla nas, niewiele możliwości spędzenia razem czasu na zasadzie „jaki serial dzisiaj oglądamy?”. Nie mówiąc już o spokojnym pogadaniu o czymś innym niż to, kto robi zakupy.

Więc zaczęliśmy się pilnować. Więcej siedzieć razem wieczorami. W weekendy, na drzemki syna, coś oglądamy lub siedzimy na balkonie i jemy chipsy. Może to nie najzdrowsze rozwiązanie, ale na pewno dobre dla nas. Pisałem jakiś czas temu o takich zasadach idealnej randki, czyli kinie i knajpie. Zaczęliśmy sobie to zapewniać. I serio, to pomaga. W skali mikro to zjedzenie czegoś przy serialu. Skali makro jeszcze nie ogarnęliśmy do końca, chociaż wypad do kina i popcorn może się liczyć. Czyli więcej luzu w związku, mniej nerwowych sytuacji, więcej czasu na pogadanie o nas, a nie o dziecku.

Skoro teraz masz obraz tego, co, zobacz dlaczego.

 

Dlaczego warto dbać o związek?

Chodzi oczywiście o dziecko. Nasz syn nas obserwuje. Gdy widzi, że coś się dzieje, to reaguje lub… kopiuje nasze zachowania. Widzi, że pewne zachowania są naturalne. Leżenie we trójkę na wąskim materacu (w sumie dlatego nasz syn śpi na materacu, a nie na łóżeczku), wygłupy, łaskotanie i przytulanie to dla niego codzienność. A żeby to było, to musi być chemia. Najlepiej między rodzicami.

Bo to od rodziców się zaczyna. Łatwo się pogubić w byciu rodzicem i zapomnieć, że przede wszystkim jesteśmy partnerami. Nie ukrywam, że to mnie zszokowało, bo nigdy nie myślałem o tym z takiej perspektywy. Wiele rzeczy jest dla mnie stałych, jednak im bardziej o tym rozmawialiśmy, tym bardziej wychodziło, że jednak to istotne dla nas obojga. Więc warto zadbać o nasz związek. Przede wszystkim – dla nas, a przy okazji – dla naszego syna.

Taka była (i dalej jest) nasza perspektywa. To dobry punkt wyjścia, żeby się zastanowić nad tym, jak ważny jest dla dziecka stabilny i kochający się związek rodziców.

 

Tu nie ma poduszek powietrznych

Dziecko musi czuć się w domu bezpieczne. Nikt nie chce wracać do domu, w którym atmosfera jest tak ciężka, że da się zawiesić siekierę. Na pewno nie warto tego chcieć dla swojego dziecka. Z domu wyniesie więcej, niż chcesz. Nasz syn wyniesie z domu więcej niż my chcemy. Bo jesteśmy tylko ludźmi, a każdemu zdarza się gorszy dzień. Ale nawet takie chwile są dobrą okazją, żeby dać dobry przykład. Nawet kłócąc się.

Budowanie kochającego domu jest procesem i tu nie ma nawet co udawać, że jest inaczej. To zajmuje masę czasu i często okazuje się, że trudno to przeprowadzić bezboleśnie. Zwłaszcza jeśli jesteście poranieni życiem lub macie doświadczenia, które wpływają na wasz związek bardziej niż chcecie. Każdy ma swoją historię. Udawanie, że jest inaczej to po prostu uciekanie od problemu.

 

Skocz do budowlanego po materiały. A nie, to nie o tym…

Jeśli się zastanawiasz dlaczego takie budowanie dobrego domu to trudna sprawa, to mogę powiedzieć tylko jedno: to wymaga wyrzeczeń. Motyle w brzuchu są fajne na początku, ale nie po jakimś czasie. A na pewno nie wtedy, gdy pojawia się dziecko. Wtedy warto mu dawać dobrą i emocjonalnie stabilną bazę. Bo dom, w którym są regularnie kłótnie lub brak porozumienia nie jest dobrym domem. I teraz będą turboważne rzeczy.

Pomyśl, co myśli i czuje Twoje dziecko patrząc na Twój związek? Łatwo się pisze, ale nawet teraz sam się zastanawiam jak Kociełło nas postrzega.

O co w tym chodzi? Mniej więcej o to, że Twoje dziecko nauczy się bycia w rodzinie od rodziców. Jego rodziców. Nie ma kursów pt. „Życie w rodzinie dla niezaawansowanych”. Takim kursem jest Twój dom. Wasz dom. Nie ma ocen, są tylko emocje, pamięć i – idealnie – dużo miłości. Nie tylko tej, którą czuje, dziecko, ale też takiej, którą widzi między rodzicami. Taki dom to dobry start dla każdego dziecka. Da się go zbudować tylko budując zdrowy partnerski związek między rodzicami. A przynajmniej od niego zacząć.

 

To do ogarnięcia nawet kiedy nie masz bazy. Czyli jeśli chcesz, żeby Twoje dziecko miało inny – lepszy – dom, niż ten, z którego pochodzisz. Ale to już temat na zupełnie inny tekst. To o wiele więcej pracy.

Więc może zamiast siedzieć z nosem w telefonie obejrzycie coś razem? Pogadacie? Warto zacząć od drobnych rzeczy. Teraz, w niedzielny wieczór, biorę laptopa i lecę do łóżka oglądać z Asią serial, który zaczęliśmy dwa dni temu ;).

Bartek Raducha

Dodaj komentarz