Dobrze się kłócić też trzeba umieć

Cały czas powtarzam: dzieci nas obserwują i uczą się od nas. Jako rodzice jesteśmy pierwszymi dorosłymi, z którymi mają styczność. To spora odpowiedzialność, bo jednak dzieci uczą się od nas w zasadzie wszystkiego. Jak jeść, jak mówić, jak się do siebie odnosić. Więc zawsze warto dbać o związek ze swoim partnerem lub partnerką. Zwłaszcza gdy pojawia się z nami dziecko.

 

Coraz mocniej dociera do mnie, że bycie rodzicem to coś więcej niż tylko opieka nad dzieckiem. Kociełło, czyli nasz syn, po prostu kopiuje nasze zachowania. Im dłużej z nami jest i im więcej umie powiedzieć, tym bardziej widzimy, że on po prostu jest doskonałym naśladowcą. Powiela to, co mówimy i to co robimy.

Dlatego dobrze dawać przykład, którego się nie wstydzimy. Co to znaczy?

 

Kłóć się z klasą

Kłócić się trzeba umieć. Zwłaszcza kiedy ma się dziecko. Załatwianie takich rzeczy techniką „cichych dni” może i jest spoko, kiedy jest się we dwoje, ale gdy jest dziecko, trzeba się pilnować.

Mój znajomy kiedyś rzucił, że pary, które się nie kłócą są albo święte, albo coś z nimi nie tak. I muszę mu przyznać rację. Jesteśmy ludźmi, mamy swoje emocje, gorsze dni, niższe poziomy tolerancji na tę drugą osobę. Nie chodzi o to, że kocha się mniej lub mniej chce się być blisko w tej relacji. Chodzi po prostu o gorszy dzień. Każdy takie dni ma.

Ważne jest raczej to, co się z tym robi. Bo kłócić się trzeba z klasą. Przerzucanie i dogryzanie jest dopuszczalne w pierwszej klasie podstawówki, ale nie kiedy ma się dwadzieścia i więcej lat. Wtedy to po prostu szczeniactwo. A przecież w relacji z dzieckiem to my jesteśmy tymi dorosłymi! Więc dlaczego by nie pomyśleć o tym i nie kłócić się dobrze?

Serio, kłócić się trzeba umieć. To zakłada przede wszystkim samokontrolę. Nawet kiedy puszczają nerwy i emocje sięgają zenitu, trzeba pamiętać, że ta druga osoba, z którą się właśnie kłócisz, to partner/partnerka, z którą jesteś z własnej woli. Nie dlatego, że ktoś Ci kazał. Że to osoba, którą kochasz i z którą chcesz się w sumie dogadać. Ale się kłócicie. Bo coś wyszło nie tak. Lub był gorszy dzień. Akurat dziś dla was obojga.

Warto o tym pamiętać, bo taka drobna rzecz pomaga uświadomić sobie, że palenie mostów jest po prostu złe. Że brak kontroli nad kłótnią jest bardzo zły. Panowanie nad sobą jest tu kluczowe, nawet jeśli masz ochotę wyjść i trzasnąć drzwiami.

Ale o co chodzi z tymi dziećmi?

 

Niech dziecko widzi, że się kłócicie

Ale niech widzi jak się godzicie i dogadujecie. Niech widzi ludzi, którzy są poddenerwowani, ale panują jakoś nad sobą i przede wszystkim – szanują się. Bo to kolejny element kłócenia się z klasą: szacunek do drugiej osoby. Bez niego jeszcze łatwiej się nakręcić i powiedzieć rzeczy, które nie są prawdziwe, ale mogą się wyrwać. A co raz się chlapnęło, potem trudno odkręcić.

Takie kłócenie z szacunkiem jest dobre. Tak, wiem, pewnie zaraz zaczniesz kręcić głową, że co ten koleś bredzi.

A teraz pomyśl: od kogo Twoje dziecko nauczy się kłócić z szacunkiem? No? W szkole tego nie uczą.

Dziecko będzie to widziało jako wymianę zdań. Pełną emocji, ale wymianę zdań. Dlatego kolejną zasadą dobrej kłótni byłoby unikanie przemocy (tak, istnieje przemoc werbalna), a idealnie: całkowity jej zakaz. Drobne docinki, które w praktyce są przemocą emocjonalną, pojawiają się podczas kłótni, niezależnie od tego jak bardzo opanowane są obie strony. Przemoc fizyczna to zawsze, zawsze czerwona kartka i zło. Po prostu.

Ale pozwól, że wrócę do tego, że dziecko powinno widzieć, jak się kłócicie.

Gdy będziecie się kontrolować, dziecko zobaczy, że da się kłócić dobrze. Z głową. Będzie widziało, że kłótnia ma potencjał do naprawy związku, zwłaszcza że w czasie takich dyskusji mówi się wiele rzeczy, które zazwyczaj się przemilcza. Po prostu. Nawet maluch nie będzie rozumiał o co się kłócisz, to będzie widziało, że odbywa się to z szacunkiem. Nawet jeśli pojawią się łzy.

 

Niech dziecko wie, że się kłócicie i dlaczego się kłócicie

Ten mały człowiek nie będzie rozumiał, że ci duzi się kłócą. Dla niego będą rozmawiać, podnosić głos, czasem płakać. Dlatego bardzo ważne jest to, żeby powiedzieć dziecku, że tak, kłócimy się. Ale tak, kochamy się i czasem coś pęka i się kłócimy. Ale przede wszystkim się kochamy. Najlepiej we trójkę. To dobra metoda, bo dziecko czuje się wtedy jak ważny partner. Wie, co się dzieje.

Ważne jest też to, żeby dziecko widziało, że się w tym wszystkim kochacie. Że jesteście blisko siebie i nie budujecie murów. Nawet jeśli dalej się w Tobie gotuje, to szukaj rozwiązania. Zastanów się dlaczego do tego doszło. Nawet jeśli „ciche dni” zamieniają się w „ciche godziny” – to też dobre. Najważniejsze jest jednak to, żeby nie ciągnąć tego stanu dalej.

Bo dziecko to będzie widziało. I będzie się uczyło, że kłótnia oznacza milczenie i oschłość przez długi czas. Uzna, że to normalne. A przecież… nie musi być.

W sumie nie powinno, ale no… Trzeba równać do góry. Warto równać do góry. Zwłaszcza w relacji z partnerem lub partnerką. Zwłaszcza dla dobra dziecka.

Dlatego polityka cichych dni jest może i OK w przypadku, gdy jesteście sami. Ale gdy w rodzinie pojawia się dziecko – nie ma sensu tego ciągnąć w ten sposób.

Bartek Raducha

Dodaj komentarz