Nie znoszę placów zabaw

I jestem mamą prawiedwulatka. No i teraz możecie zacząć się śmiać. Generalnie kiedy syn miał rok z hakiem ktoś zapytał mnie, czy idziemy do piaskownicy. Wtedy się zastanowiłam nad tematem, no bo rzeczywiście – nie wpadłam na to, że moje dziecko może tego potrzebować do rozwoju. No i poszliśmy… i działo się.

Od pierwszej wizyty w piaskownicy ma wrażenie, że powinno istnieć coś takiego, jak szkolenia z interakcji społecznych dla rodziców. Albo placowy savoir vivre, czy coś… Skierowaliśmy się w kierunku piaskownicy i poczułam, że nie ogarniam i nie wiem, co się dzieje. I trochę potrwało, zanim przyznałam głośno, że place zabaw mnie przerażają.

Czemu?

Bo totalnie nie ogarniam zasad, które tam panują. A raczej ich braku. A raczej tego, że jest tam wielu rodziców z dziećmi, ci rodzice są różni i ich dzieci są różne. I często trudno przewidzieć, jak zachowa się dziecko (to akurat normalne), ale co gorsze dla mnie – nie da się przewidzieć, jak zachowa się inny rodzic. A ich zachowania często potrafią zaskoczyć. Myślałam, że jestem otwarta i nic mnie nie zdziwi, ale zdziwiły mnie dwie panie ścigające się, żeby zaklepać miejsce na huśtawce dla swojego dziecka. I pomyślałam, że mój syn jest przegrany na starcie, bo nie dość, że jest raczej delikatny i jest z tych dzieci, co to raczej stoją i obserwują, zanim podejmą decyzję, to do tego jeszcze ma matkę, która raczej nie będzie walczyć o miejsce na zjeżdżalni, tylko po prostu poczeka.

W sumie to na początku na placu zabaw czułam się jak w dżungli.

I po pewnym czasie, kiedy na myśl o pójściu z Kociełłą na plac zabaw poczułam ścisk w żołądku, zaczęłam się zastanawiać, czy ten plac jest mu naprawdę aż tak potrzebny. No bo jeśli ja się męczę, a mojemu dziecku specjalnie nie zależy na tej aktywności, to może da się znaleźć jakieś inne rozwiązanie? Takie, które będzie odpowiednie dla nas obojga? Na razie pociesza mnie to, że mój syn ewidentnie nie gustuje jakoś szczególnie w placach zabaw i dąży do kontaktu z innymi dziećmi, ale nie lubi intensywnych zabaw. Jest raczej zamyślony, długo obserwuje, wybiera jeden obiekt. Teraz wciąż największym powodzeniem cieszą się koniki do huśtania i zjeżdżalnia. A kiedy Młody ma do wyboru karmienie kaczek, albo plac zabawy – wygrywają kaczki. 1:0 dla mnie. Albo dla kaczek.

Dla dziecka wszystko jest placem zabaw. Potrzebowałam trochę czasu, żeby do mnie dotarło, że nie robię dziecku krzywdy, bo unikamy placów zabaw. Chodzimy do parku, razem biegamy po błocie i szukamy wiewiórek. I chodzimy na długie spacery, bo postanowiłam, że nie będę poganiać syna, który będzie oglądał każde źdźbło trawy. No więc tak: karmimy kaczki. Szukamy wiewiórek. Kociełło zbiera liście i gałązki. I jest OK.

Dla dzieci wszystko, co robimy jest zabawą. Nie potrzebują do tego plastikowej zjeżdżalni, prawdziwy piasek zastępuje piaskownicę. A nowych kolegów (których dziecko do lat 3 nie potrzebuje aż tak wielu) można spotkać w różnych miejscach. Nie tylko na placu zabaw.

 

Asia Śmieszek

4 komentarzy

  1. Wow, cieszę się, że nie jestem odosobniona:) Mam dwóch synów (2 i 7 – latka). Z pierwszym bardzo długo chodziłam na spacery do pobliskiego lasku, na plac zabaw wkroczyliśmy około rok przed pójściem do przedszkola. Z drugim wkroczę jeszcze później – stwierdzam po obserwacji zachowań dzieci i rodziców na placach zabaw oraz zachowaniach mojego dziecka w lesie (bierzemy tam naszego psa, koc, wiaderko, drugie śniadanie – odwiedzają nas na naszym pikniku ptaki, wiewiórki, motyle etc.). Polecam

  2. Na placu zabaw dziecko nauczy się interakcji z rówieśnikami. Naprawdę chcesz żeby był taki delikatny wrażliwy i bał się jak Ty? Zawsze ustępowal miejsca? Nie chodzi o to że ma się bić o hustawkę ale żeby idważył się powiedzieć: teraz moja kolej. Jak dla mnie place zabaw jak najbardziej. Dziecko czasem się przewróci, posprzecza z kimś lub odejdzie niezadowolone ale nabierze odpornosci. Wybacz za taki szczery komentarz. Nie musisz sie ze mna zgadzać.

  3. Plac zabaw to szkoła przetrwania. Przed bramką powinien stać psychiatra i każdy dorosły powinien być obowiązkowo poddawany testom czy nadaje się do wpuszczenia na teren tego przybytku uciechy :/
    Dzieci są różne,wiadomo,ale to jednak dzieci. Za to rodzice…ich zachowanie to temat na obszerną pracę magisterską. Takich normalnych,ze zdrowym podejściem do własnej pociechy i do życia jest niewielu niestety.

  4. Mnie na placy przeraza cos innego. Wczoraj do piaskownicy przyszla sobie mamusia z dzieckiem ok 3l z ospa. Buzia cala w krostach. MASAKRA.

Dodaj komentarz