Jedź gdzieś na wakacje. Z dzieckiem. I się nie załam.

co zmienia w podróżach pojawienie się dziecka

Chociaż brzmi to niezdrowo, to pierwszy urlop z Kociełłą dopiero przed nami. I szukamy jakiegoś fajnego miejsca, żeby spędzić go razem. Podpowiem: nie jest łatwo.

Dobra – przede wszystkim mamy kłopot z logistyką. Nie wiemy, jak nasz syn zniesie lot samolotem. Pierwotne plany wypadu gdzieś, gdzie jest ciepło o tej porze roku są kuszące, ale mogą generować nieco stresu. Tego jak najmniej na wakacjach, więc może lepiej coś bardziej… neutralnego. Wybór padł na Polskę.

Takie zaszycie się gdzieś w lesie i tak dalej. Norweskie fiordy trochę daleko (chociaż kuszą, oj kuszą…), więc trzeba zastanowić się nad miejscem w odległości dwóch-trzech godzin jazdy samochodem (drzemka w foteliku). I teraz pytanie: gdzie.

 

Jak bardzo nie ma gdzie wyjechać?

Zaczynamy powoli szukać jakiegoś sensownego punktu. Jesteśmy otwarci na sugestie, więc zaczynamy od przeszukiwania od znajomych. Tu fajnie, o, fajnie, ale jak to będzie z dostawką do łóżka… No nie wiadomo. Albo tu: ładna okolica, ale czy można jeść w pokoju? Nie, a, to szkoda. Tu w sumie w porządku, ale taka głusza, że gdy spadnie deszcz, to nie wyjedziemy.

I tak dalej. W sumie wszystkie miejsca, które miałem jakoś zapisane „z polecenia” mają masę „ale”. Nie dlatego, że to złe miejsca. To raczej miejsca, w których niekoniecznie łatwo odnaleźć się z dzieckiem. To wystarczyło, żeby odpadły.

 

Wszystko się zmienia

Najgorsze jest to, że odpadają też miejsca, które znaliśmy wcześniej. Mamy z nimi dobre wspomnienia (na przykład jeden hotel w Jastrzębiej Górze, do którego chętnie kiedyś wrócimy). Czasem okazuje się, że za daleko. Czasem – że jednak zbyt duży hardcore dla nas z dzieckiem (chętnie pojedziemy do bazy w Bieszczadach, gdzie hodują hucuły, ale spanie na poddaszu, nawet ocieplonym, w grudniu, z półtorarocznym dzieckiem to trochę za wiele). Dwa lata temu poszlibyśmy w to w ciemno. Mamy ciepłe śpiwory, hart ducha jakiś został, sześć godzin za kółkiem też nam niestraszne. Ale nie z dzieckiem.

Więc przypominamy sobie wszystkie fajne miejsca, które polecali nasi znajomi „z dziećmi” – grupa, która do tej pory była dla nas tajemnicą. Co nie zmienia faktu, że kiedy do niej dołączyliśmy, dalej nie do końca rozumiemy ;).

Tylko kto polecał te fajne miejsca? No właśnie…

 

Pamięć jest zawodna

Co jakiś czas wpadaliśmy na Facebooku na jakieś polecenia naszych znajomych. Że gdzieś fajnie, że gdzieś im się bardzo podobało. Albo że gdzieś było tak bardzo do bani, że ich końmi nie zaciągną. Więc czytam te ich wpisy, przeglądam dalej.

I pamiętam przez pięć minut nazwę miejsca, przez godzinę opis wrażeń, a przez cztery dni kto wrzucił tę informację. Potem zapominam. Czyli jestem znowu w punkcie wyjścia. Co już nie jest takie super. Zwłaszcza, że teraz te informacje by mi się przydały.

No i tak dłubię. Dopiero teraz zaczynam widzieć, jak bardzo się przydają rzeczy typu „ktoś mi polecił”. Czasem jedna rekomendacja znajomego brzmiąca „warto” znaczy dla mnie więcej, niż nawet najzgrabniejszy opis, wychwalający zalety jakiegoś hotelu lub ośrodka. Potem oczywiście można złapać tę osobę, która polecała, i podpytać o szczegóły, ale już samo to „warto” jest świetną rekomendacją. Tylko czasem trudno sobie przypomnieć, kto w zasadzie polecał.

 

Miejsce, które zbierze to wszystko

Taki kłopot zainspirował nas (a w zasadzie – Marka i Ewę) do stworzenia Miejsc Przyjaznych Dzieciom. Szukanie po całym Facebooku informacji o tym, kto-co-gdzie poleca bywa frustrujące, zwłaszcza, że czasem sami nie pamiętamy kto wrzucał informacje o jakimś (potencjalnie) fajnym dla nas miejscu. Albo nasi znajomi akurat wtedy i teraz nie byli w regionie, który nas interesuje.

Brakowało miejsca, do którego możemy odesłać. Wiele razy – gdy widziałem, że ktoś poleca jakieś naprawdę fajne miejsce – miałem ochotę rzucić w komentarzu „ej, weź napisz to…”. I nie wiedziałem gdzie ma ten ktoś opisać to miejsce. Żebym mógł do tego wrócić lub zapamiętać. Na Facebooku ginęły mi te posty w morzu artykułów do przeczytania…

 

Miejsca Przyjazne Dzieciom

Teraz takie miejsce jest. I my sami będziemy mogli napisać, czy gdzieś było spoko, czy niekoniecznie. To, że komuś pomożemy jest też fajne, bo nie oszukujmy się – wszyscy (jako rodzice) jedziemy na tym samym wózku. Warto czasem pomóc go pchać. A takie dzielenie się wiedzą i doświadczeniem to doskonały przykład „przybijania piątki” przez internet. Tego czasem naprawdę brakuje.

Więc szukamy po znajomych. Znowu. Znowu wrzucamy kolejnego posta na FB z cyklu „fajne miejsce w tym i tym regionie dla nas i Kociełły”. I znowu za kilka miesięcy będziemy szukać. Koło się zamknie, a my – jak nie byliśmy mądrzejsi, tak raczej dalej nie zyskamy zbyt wiele ;). Mamy nadzieję, że za rok będzie inaczej. Bo razem stworzymy bazę informacji o miejscach, w których rodziny z dziećmi są mile widziane (i nie, nie przekonuje mnie zakładka lub znaczek „miejsca przyjazne rodzinom z dziećmi” czy podobne na portalach podróżniczych) i faktycznie ktoś się o tym przekonał. Albo o tym po prostu wie.

Mamy nadzieję, że za rok będzie lepiej. I chociaż trochę prościej.

Spróbujesz to zmienić z nami?

Bartek Raducha / Tatento.pl

 

Dodaj komentarz