Podróże z dzieckiem

Wspomnienia, które musimy mieć

Pamiętacie wspólne wyjazdy? Pewnie tegoroczne wakacje jeszcze jakoś świtają. Ferie… no tak. A rok temu? Co było w lipcu i sierpniu? Co zobaczyliście całą rodziną? Nie pamiętacie…? A to szkoda… Przecież było tak fajnie!

Pamiętam chyba większość moich wyjazdów wakacyjnych. I to nie dlatego, że mam niezłą pamięć do miejsc albo te wypady były niesamowite. Po prostu pilnowałem tych wspomnień, żeby ich nie stracić. Teraz, kiedy jest z nami Kociełło, dalej pielęgnuję pamięć o miejscach, które odwiedziliśmy razem.

Nie jestem sentymentalny

Jasne, staram się pamiętać kiedy był pierwszy samodzielny krok przy kanapie, potem bez kanapy; pierwsze „da-da, ma-ma, ta-ta, ni, tak” ale… wolę to zapisać. Mamy z Asią kajet, w którym lądują takie detale. Mamy słownik „Kociełłowo-polski”. I jest w nim miejsce na jakieś wspomnienia ze wspólnych wypadów. Tym trochę mnie „podszczypywali” kiedyś moi rodzice. Teraz będę czym miał „podszczypywać” syna ;).

Nie, nie jestem sentymentalny. Po prostu lubię zachowywać wspomnienia z czasu, który spędziliśmy razem. Dwuletnie dziecko nie będzie miało z tego okresu wielu wspomnień, ale my – bardzo dużo. I warto o nich pamiętać. Chociażby dlatego, że gdy za kilka lat Kociełło będzie większy, to opowiemy mu, jak go braliśmy pod pachę i jechaliśmy razem w świat. Może coś sobie przypomni ;).

Taki duży, taki mały?

Ale tak, wiem. Nie każdy ma kilkunastomiesięczne dziecko, które zaczyna odkrywać, że palec wskazujący dobrze pasuje do nosa rodziców. Z takimi dziećmi można jeździć inaczej. Poza sezonami, a dzięki temu – taniej i częściej ;). Zazwyczaj lepiej znoszą podróże (na przykład śpią). Ze starszakami dochodzi kwestia ferii i wakacji, podczas których trudno połączyć to, że dziecko nie ma szkoły, a my – powinniśmy być w pracy. Wtedy bierzemy urlop i wyjeżdżamy.

Wysoki poziom „ekscytacji” wyjazdami jest trudny do utrzymania. Rodzinny wypad może być niesamowity, odmieniający i daleki. Ale nie musi. Czasem wypad do sąsiedniej miejscowości i zejście ze szlaku może dać więcej frajdy niż nawet najbardziej wymyślny wypad na Malediwy czy inne wyspy. Rozumiecie, o co chodzi.

Czemu się czegoś nie nauczyć?

Warto o tym pomyśleć jeszcze z jednego powodu – możecie nauczyć się czegoś naprawdę ciekawego – nie tylko Wasze dzieci. Pamiętam, że gdy byłem młodszy, to w każde wakacje i ferie jeździłem na kolonie i zimowiska. Zobaczyłem dzięki temu spory kawałek kraju i... bardzo poszerzyłem swoją wiedzę.

Często patrzymy na wakacje jako na czas, który spędza się na odpoczynku lub leniuchowaniu. To może być też czas aktywnego wypoczynku ;). Z perspektywy czasu widzę, że wyjazdy spędzone na chodzeniu po muzeach, górach, lasach i zamkach dały mi bardzo dużo. Poszerzyły moją wiedzę, nie tylko historyczną (widziałem na żywo sporo miejsc, o których musiałem się potem uczyć), ale też przyrodniczą (wiedzieliście, że Góry Świętokrzyskie są najstarsze w Polsce?) i artystyczną (koncerty organowe w katedrze oliwskiej na żywo robią ogromne wrażenie; zwłaszcza na dziesięciolatku). I warto było to wszystko jakoś zapamiętać.

Wasza „skrzynka mięczaka”

Akurat z tym nie miałem dużego kłopotu, jednak rozmywały mi się szczegóły. Moja starsza siostra doradziła kiedyś, żeby zbierać wszystkie bilety, pocztówki i jakieś skrawki z miejsc, które widziałem na wakacjach i zbierać w zeszycie. Tak powstało kilka naprawdę fajnych kajetów ze wspomnieniami. Początkowo robiliśmy je razem, bo wyjeżdżaliśmy razem. Potem jeździliśmy osobno, więc sam zbierałem takie pamiątki. Niekoniecznie w zeszycie

Potem jeździliśmy z Asią po Europie i jakoś niekoniecznie zbieraliśmy takie rzeczy. Teraz te skrawki wypadają z walizek, plecaków lub schowków w samochodzie. To jakieś bilety, wejściówki, karty autostradowe... Rzeczy, które zabraliśmy ze sobą, zapomnieliśmy o nich, ale kiedy się pojawiły, to przywołały wspomnienia.

Takie drobnostki to o wiele więcej niż zdjęcia. Fotki mam w pamięci telefonu, ale te drobne rzeczy, które znajdujemy są czymś wyjątkowym – przywołują wspomnienia. Więc lądują w małych pojemniczkach lub „skrzyneczce mięczaka”, jak z Asią nazywamy pudełko na rzeczy, z którymi jesteśmy związani sentymentalnie.

Wygląda na to, że niebawem to pudło się rozrośnie. Bo zacznie je z nami tworzyć Kociełło.

Bądź sentymentalny!

Dlatego przygotowuję się na taki sentymentalny atak – ze strony syna i żony. Bo będą kamienie, które zebraliśmy gdzieś. Będą miliony biletów, papierków, pocztówek i tak dalej. W końcu nie planujemy siedzieć każdych wakacji w domu, ale gdzieś jechać razem. I oglądać. I mieć co wspominać.

Warto pielęgnować te wspomnienia. Najlepiej te dobre. I – jeśli się da – dzielić nimi z innymi. Może po latach wrócicie do tych zeszytów ze wspomnieniami lub swoich „skrzyneczek mięczaka” i... zaczniecie wspominać razem. Jak to było na tych wakacjach. Co się stało tam, kiedyś. Niby kilka lat temu, ale w rzeczywistości – wieki. Jak wydorośleliśmy, dojrzeliśmy i się zmieniliśmy od tamtej pory. My, rodzice i nasze dzieci.

Takie wspomnienia nas budują – jako rodzinę, przyjaciół, partnerów. Wzmacniają relacje. Nawet wtedy, gdy pamiętamy, że nie wszystko było idealnie, to... warto pamiętać o tym, co było dobre. W końcu to nas buduje.

My – jako rodzice – będziemy lepiej pamiętać czas z naszymi rosnącymi dziećmi, które jeszcze chwilę temu ledwo zaczynały chodzić, a już powoli zamieniają się w dorosłych. Nasze dzieci – będą widziały lepiej drogę, jaką przeszły do miejsca, w którym teraz są. Razem z nami. No i oczywiście będą mogły powspominać miejsca, które widzieliście razem. W których spędziliście razem dobry czas. Razem. To nie jest do przecenienia.

Żeby nie było. Powoli tworzymy „skrzynkę mięczaka” naszej trójki. Poza jakimiś detalami związanymi z naszym synem trzeba pomyśleć o miejscu na pierwsze bilety z wyjazdów i „trofea”. Póki co dostajemy liście (ostatnio rozsypał mi się jeden z kieszeni). Niebawem to będą pewnie kamienie. A bilety z muzeów? Nie ma mowy, że je będziemy mogli wyrzucić ;). Przecież to pamiątki. I tak, piszę to bez żadnej ironii. Wspomnienia o czasie razem to zawsze dobre wspomnienia. 

Autor http://kurierliteracki.blogspot.com/ Mąż Asi, ojciec Kociełła. Czasem coś pisuje o literaturze.
Podoba Ci się ten artykuł? Dołącz do społeczności rodziców i bądź na bieżąco!
Używamy plików cookies (ang.ciasteczka), by ułatwić korzystanie z serwisu tatento.pl i miejscaprzyjaznedzieciom.pl. Jeśli nie życzysz sobie, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
akceptuję